Dżentelmen w Newsweeku

1.
Przeżyłem. Przeżyłem coś, co zazwyczaj w wiadomościach określa się mianem „terrorystycznej apokalipsy” lub „zamachu stulecia” – jak wolicie. Niedraśnięty przeżyłem wybuch pierdolonej bomby, a prawie zabił mnie mój własny ząb. Dziwne, co nie? Ale wy nie wiecie, o co chodzi, zatem po kolei.

2.
Właściwie nie wiem, od czego zacząć. Wiem, powtarzam się. Dobra, to niech będzie tak. O tym, co stało się w lipcu 2009 roku, wiedzą wszyscy. Warszawa zamarła. Bomba eksplodowała w metrze wjeżdżającym na stację Świętokrzyska. 9 lipca około 10.35. Nikt nie przeżył. Siła rażenia była tak silna, że pierwszy wagon wbił się w schody. Gdyby nie barierka, zapewne maszynista miałby to szczęście i uszedłby z głową. W sumie wybuch go nie dosięgnął. Za to żelazna poręcz owszem, tak. Polubiła jego głowę do tego stopnia, że postanowiła ją zastąpić. Oczywiście ze skutkiem śmiertelnym dla Mirosława K., lat 47, ojca Patrycji i Pauliny. Nieszczęścia chodzą po ludziach, co nie?

Cały fragment w Newsweeku nr 45/2010