Samobója nie będzie
Rozmowa z Marcinem Świetlickim o miłości do życia, psów, a czasem nawet ludzi

 Juliusz Ćwieluch: Strasznie pan sobą rozczarował. Kilka lat po debiucie były duże oczekiwania względem pana. Fani i krytycy po cichu obstawiali, że będzie szybki samobój, a później to już fala uwielbienia.
Marcin Świetlicki: - Ludzie mają do mnie głównie pretensje, że nie jestem taki, jakim sobie mnie wyobrażają. Świetlicki utył, spuchł i osiwiał. Czuję, że jakoś dziwnie jestem wyróżniony tą ludzką agresją, wywołaną tym, że widać po mnie przemijanie.

Narobił pan nadziei. Był pan wyrazicielem buntu co najmniej dwóch pokoleń. Kiedy my się dorabialiśmy, pan się za nas buntował. A tu nagle buntownik się ustabilizował. Nie ma o kim filmów kręcić, książek pisać.
Czyli zarabiać pieniędzy na mojej śmierci? Na razie to sam zamierzam zarabiać na własnym życiu. Ja bardzo chcę żyć. Chyba zawsze tak było. Myśli samobójcze pojawiały się u mnie bardzo rzadko.

Wieczność (do której pisanie wcale nie przenosi)

Czy lubi Pan życie?
Nic innego nie mam.

A po śmierci też nic nie ma?
Proszę mnie zapytać o śmierci

Boi się Pan śmierci?
Każdy się boi. Ale z roku na rok boję się coraz bardziej. Kiedyś myślałem, że jestem nieśmiertelny, teraz już tak nie myślę. Nie wierzę nawet w pisanie. To wszystko wcale nie przynosi do wieczności.

No, Mickiewicza przeniosło, Miłosza przeniosło.
Boję się, że Miłoszowi i Mickiewiczowi jest wszystko jedno, czy ich przeniosło, czy nie. Za to Jerzemu Illgowi (wydawca m.in. Miłosza – przyp. red.) oraz różnym instytucjom kulturalnym wszystko jedno nie jest.

Czytaj całość w wydaniu specjalnym Polityki "Sztuka życia" (kwiecień 2011) lub na stronie internetowej Polityki: http://www.polityka.pl/kultura/rozmowy/1515052,1,rozmowa-z-marcinem-swietlickim.read