Śmiertelnie śmieszne

Marcin Świetlicki dobiega pięćdziesiątki i wydaje zbierający utwory poetyckie tom "Wiersze". A w rozmowie z "Przekrojem" demaskuje dawne kłamstwa, czyni zaskakujące erotyczne wyznania i jubileuszowo napomina kolegów, żeby się bardziej starali (oraz niezobowiązująco gwarzy o tym i owym).

Marcin Sendecki: Podobno udzieliłeś ostatnio wywiadu "Polityce". O co pytali?
- Pan z "Polityki" głównie pytał mnie, jak żyć (śmiech). Najgorsze było to, że potem przyjechali państwo warszawscy fotografowie. Myślałem, że oszaleję. Najpierw chcieli, abym chodził po jakiś dachach, ale ja przecież raczej po dachach nie łażę. Więc odmówiłem. Wobec tego kazali mi (a ja się oczywiście nie zgodziłem) usiąść w takiej wnęce i się skulić jak Ptasiek. To ja mówię, że to nienaturalne, ja przecież nigdy nie siedziałem w tej wnęce i nigdy się nie kuliłem jak Ptasiek. No to zaproponowali, żebym się przebrał w ubranka, które przywieźli dla mnie, i pokręcił hula-hoopem na Rynku... Na szczęście wszystko dobrze się skończyło i całkiem ładne i udane zdjęcia mi zrobili w mojej naturalnej scenerii, czyli knajpie, w moim osobistym ubraniu i bez makijażu. Czasami trzeba się uprzeć i nie zgodzić na czyjąś wizję artystyczną.
Elegancko. Jak żyć, powiadasz. A na Facebooki już żyjesz?
- Podobno jest tam jakaś strona fanowska Świetlickiego. Ale niewiele mnie to obchodzi. Ja się nie zapisałem do tej partii, bo do żadnej partii ani sekty się nie zapiszę, bo niby czemu miałoby to w moim przypadku służyć? Niczemu.

 Cała rozmowa Marcina Sendeckiego z Marcinem Świetlickim w "Przekroju" z 9 maja 2011.