Poetów akceptuje Michnik
Marcin Świetlicki kończy 50 lat i wydaje dzieła zebrane. Udowadnia, że mimo pół wieku na karku wciąż jest zadziornym buntownikiem, który nie boi się nikogo i niczego, poza śmiercią.

Nesweek: Myślał pan za młodu, że dożyje pięćdziesiątki?
Marcin Świetlicki: Pochodzę z długowiecznej rodziny, więc raczej miałem pewność. Oczywiście, 50 lat to było wtedy dla mnie bardzo abstrakcyjne pojęcie. Za dużo o tym nie rozmyślałem.

Często myśli pan o śmierci? Boi się pan jej?
A co to? Jakaś psychozabawa? Prawdopodobnie tyle samo o niej myślę i tak samo się jej boję jak każdy. Czy wierzę w niego dla poetów u boku Czesława Miłosza? Jeżeli istnieje takie niebo, to u boku pana Czesława Miłosza wszystkie miejsca już dawno zostały zarezerwowane. Nie chciałbym już leżeć u niczyjego boku. Poleżę sobie sam.

Cała rozmowa w Nesweeku z 5.06.2011 oraz na stronie internetowej tygodnika