Żniwiarz, Gaja Grzegorzewska
„Notes Wydawniczy” 2006, nr 10 Ścieżką pomiędzy polami jedzie na rowerze dziewczyna. Gdy zatrzymuje się, nagłe cięcie kosą pozbawia ją głowy. Kto mógł to zrobić? Tajemniczy zabójca otrzymuje natychmiast przydomek ‘Żniwiarz’. Miasteczko huczy od plotek, podejrzanych jest wielu…
Gaja Grzegorzewska, młoda krakowska autorka, fabułę swej debiutanckiej powieści umieściła w bukolicznym otoczeniu małopolskiej prowincji. Pozory jednak mylą, zbrodnicze instynkty budzą się w ludziach mimo sielankowych warunków. A raczej – mogą zostać obudzone. Tytułowy morderca bowiem to człowiek manipulowany. Więcej zdradzać nie wypada, przyznać jedynie trzeba, że rozwiązanie zaskakuje, zwłaszcza, że jego elementy wydają się mało prawdopodobne.
Zaskakuje również biegłość autorki – intryga jest skonstruowana przemyślnie, wszystkie wątki, a jest ich niemało, sprawnie ze sobą powiązane i doprowadzone do końca. Trudno unikać skojarzeń z klasycznymi kryminałami Agaty Christie, ale to przecież najlepszy wzór. A zatem znajdziemy w Żniwiarzu postaci typowe dla małomiasteczkowego dochodzenia: ksiądz, burmistrz, lekarz, stara dziwaczka. Nie brakuje także bohaterów nie mieszczących się już w tej konwencji, od głównej rozgrywającej, prywatnej detektyw Julii Dobrowolskiej, panny pięknej, sprytnej i przeklinającej jak szewc, po tajemniczego szefa posterunku, którego łączy homoseksualny związek z egoistycznym prezenterem telewizyjnego programu śledczego.
To bodaj pierwszy polski policjant o podobnych skłonnościach. I może nie ostatni. Ich dotychczasowy brak autorka tłumaczy zwięźle: „Gdy się przebywa prawie non stop w towarzystwie debili w mundurach, naprawdę można zapomnieć o homoseksualnych ciągotach”.
Żniwiarz to trzeci tom ‘Polskiej Kolekcji Kryminalnej’, ambitnego przedsięwzięcia miłośników powieści detektywistycznej, którzy postanowili namówić rodzimych autorów do tworzenia nowych fabuł.
Konkurencja na wydawniczym rynku jest nieoczekiwanie duża – kryminalne zagadki cieszą się coraz większą popularnością u czytelników – stąd jakość tekstów w ‘Kolekcji’ nierówna.
Debiutanckiemu utworowi Grzegorzewskiej przydałby się nieco sroższy redaktor, tym niemniej książka dobrze wróży na przyszłość – i serii, i samej autorce.