Ujść sobie
O "Wierszach" Andrzej Franaszek w Tygodniku Powszechnym
Najtrudniejszą prawdą, jaką napotkamy w poezji Świetlickiego, jest odkrycie zła głęboko w sobie, przyjęcie, iż jest ono naszą niezbywalną cząstką. W streszczeniu brzmi to banalnie, ale streszczenie pomija siłę emocji, gwałtowność zranienia, spazmatyczność, w której prawda ta się objawia.
 

Dlaczego twój niepokój tak obraca się wokół wyrazów: / niepodległość – wolność – równość – braterstwo – Polska /od morza do morza – bezrobocie – podatki – „Gazeta Wyborcza”? /Czy nie wiedziałeś, że są to małe wyrazy? /Czy nie wiedziałeś, że są to wyrazy najmniejsze?

Dlaczego właśnie o nie zahacza twój język?

Czy nie wiedziałeś, że tym wszystkim rządzi ta szczupła dziwka, /ta którą kochasz a raczej masz na nią ochotę? /która wybiera sobie tego, którego akurat ty nienawidzisz?

– wypominał przed laty Marcin Świetlicki. W tytule „...ska”, jednej z najbardziej znanych piosenek jego zespołu, Świetlików, z nazwy kraju została sylaba: niedbała i zdyszana, a zestaw budzących wzgardliwą irytację wartości tworzył mapę niechcianych zobowiązań narodowych i społecznych, najprościej rzecz biorąc: innych ode mnie, całkowicie pojedynczego.

Cały tekst Andrzeja Franaszka w  33 numerze Tygodnika Powszechnego (14.08.2011)