Zakochany Wrocław

Seks w katedrze, homoerotyczne łowy w Mleczarni, fatalne zauroczenie 16-latkiem - gdyby miejscy urzędnicy wiedzieli, w co się pakują, wspierając wydanie antologii "Miłość we Wrocławiu", zawahaliby się przed podjęciem decyzji. Na szczęście nie wiedzieli. W tomie znajdziemy wszystkie odcienie tytułowego uczucia

Założenie było takie: zafundować pisarzom wizytę w mieście spotkań, która zaowocuje tekstem o miłości, osadzonym we wrocławskich plenerach. Spośród 15 autorów antologii tylko jeden - Andrzej Ziemiański - jest wrocławianinem.

Nieuniknionym ryzykiem była powtarzalność pewnych elementów scenografii - w tym melodramatycznym kontekście najbardziej atrakcyjne literacko okazały się most Tumski z pieczętującymi gorące uczucie kłódkami, kawiarnie Literatka i Mleczarnia, ale też Pomnik Anonimowego Przechodnia autorstwa Jerzego Kaliny na ul. Świdnickiej.

Głodny miłości korporacyjny menedżer z opowiadania Krzysztofa Vargi przemierza ulicę zakładów pogrzebowych, czyli św. Antoniego, żeby obiekt uczucia znaleźć w Niebie, a zakończyć ledwie rozpoczęty romans jeszcze tej samej nocy na mostach Pomorskich, nad Odrą Północną. W naszej rzece kończy zresztą swój kruchy żywot niejedno uczucie - jej nurt pochłania ukochaną Dragi, bohatera opowieści Łukasza Orbitowskiego, po to, żeby ją zwrócić po latach, każąc sobie za ten gest zapłacić straszliwą cenę.

Są tu wycieczki w przeszłość - w czasy, kiedy Wrocław nazywał się jeszcze Breslau i w późniejsze, już powojenne, kiedy kochankowie dobierali się nie tylko w pary, ale też w trójkąty i bardziej skomplikowane figury geometryczne.

Ale i współczesność nie pozostaje w tyle. Marysia, bohaterka opowiadania Ignacego Karpowicza, samotna 32-letnia rencistka, felietonistka naszej "Gazety", w której prowadzi stałą rubrykę "350 przepisów. Jak zrobić z siebie idiotkę", przygarnia do swojej kawalerki dwóch chłopców, których matka poszła w tango z jakimś przygodnym "tatusiem". I zakochuje się w jednym z nich, starszym wprawdzie, ale zaledwie szesnastoletnim. Miłość - co rzadkość w tym tomie - będzie spełniona, choć wyjęta spod prawa.

Nie uda się za to skonsumować pięknie rozpoczętej przygody chłopakom z tekstu Edwarda Pasewicza - w drodze do łóżka przeżyją napaść wrocławskich homofobów. Nie dojdzie też do obrazy boskiej we wrocławskiej katedrze - pieszczoty, jakim u Wojciecha Kuczoka oddają się stały bywalec świątyni i obdarzona wyjątkowo smukłymi łydkami świeżo poznana amatorka doggingu (seks w miejscach publicznych, często z przypadkowymi osobami), zostaną brutalnie przerwane przez niemiecką wycieczkę z krewką przewodniczką, tudzież występną zakonnicę i zazdrosnego zakrystianina.

Jak przystało na melodramat, happy end jest tu rzadkością. Zdarzają się samobójstwa, są morderstwa w afekcie, jedno ciężkie pobicie, kilka ucieczek przed uczuciem. Z bohaterkami opowiadań Ingi Iwasiów i Ignacego Karpowicza rozstajemy się, kiedy wprawdzie zdążyły wybrać młode (lub bardzo młode) męskie ciało, ale nie wiedzą jeszcze, co zrobić z tą miłością. Szczęśliwy los zgotował bohaterom jedynie pisarski tercet Irek Grin, Gaja Grzegorzewska i Marcin Świetlicki oraz Andrzej Pilipiuk - w obu przypadkach mamy tu miks romansu z kryminałem. No i trzeba trzymać kciuki za Mariolę i Grzegorza, parę w kryzysie z ulicy Łokietka - wzięli ją pod swoje opiekuńcze skrzydła wędrowni kuglarze z opowiadania Stefana Chwina.

Antologia powstawała długo i w prawdziwych twórczych mękach. Dziś wypada stwierdzić, że poród się udał i - co jest rzadkością w przypadku podobnych zbiorów - zamieszczone tu teksty są w ogromnej większości na dobrym poziomie. Nie zawiodła nawet debiutantka, Joanna Pachla, uczestniczka warsztatów literackich towarzyszących Międzynarodowemu Festiwalowi Kryminału. Opowieść o toksycznej miłości udała jej się lepiej od wcześniej pisanych opowieści z dreszczykiem. Jedyne słabe punkty to tekst Andrzeja Pilipiuka (nawet mało uważny czytelnik za szybko rozwiąże zagadkę) i okładka - na taki kicz w kolorach tęczy Wrocław nie zasłużył.

Magda Piekarska, Gazeta Wyborcza Wrocław 24.11.2011