| Miłość we Wrocławiu |
|
Recenzja w stołecznej Gazecie Wyborczej (...) Na zbiory opowiadań o Warszawie i Wrocławiu rzuciłam się zatem zapalczywie w poszukiwaniu znajomych tropów, spojrzeń i ocen. "Oto już Wrocław. Kolebka polszczyzny. To miasto pod okiem swoich włodarzy piękniejące i piękniejące nad wyraz i bez umiaru. To miasto, siedziba wielu istotnych dla polskiej kultury wydarzeń kulturalnych. Stolica polskiego kryminału. Miejsce, w którym rozkwitał i wciąż rozkwita Lech Janerka z żoną Bożeną. (...) Ten Rynek jak szerokie stepy. Te ulice jak tętnice albo ostrowy burzanu, albo Ostrów Tumski. Ci ludzie stworzeni do kochania. Miasto miłości, miasto tysiąca i jeden drobiazgów i mostów, miasto zapomnienia" - to Grin, Grzegorzewska i Świetlicki w opowiadaniu "Sample". Jak przystało na tę trójkę, tworzą oni historię nieco kryminalną o poszukiwaniach pewnej kobiety. Zleceniodawcą jest mistrz, poszukują Dobrowolska i Dyduch - zestaw dobrze znany z poprzednich wspólnych i osobnych literackich dokonań tych autorów. Z ich opisem Wrocławia zgadzam się dogłębnie, bo chociaż podszyty dystansem, nutą prześmiewczą, to jednak za serce chwytający. Nawet ich charakterystyka wrocławskich taksówkarzy odpowiada przedstawicielom tego zawodu, jakich i mnie przyszło spotkać w mieście nad Odrą. Cała recenzja Beaty Kęczkowskiej w Gazecie Wyborczej Warszawa z 4.01.2011 lub tutaj |



















