Miłość we Wrocławiu
Recenzja w stołecznej Gazecie Wyborczej

(...) Na zbiory opowiadań o Warszawie i Wrocławiu rzuciłam się zatem zapalczywie w poszukiwaniu znajomych tropów, spojrzeń i ocen. "Oto już Wrocław. Kolebka polszczyzny. To miasto pod okiem swoich włodarzy piękniejące i piękniejące nad wyraz i bez umiaru. To miasto, siedziba wielu istotnych dla polskiej kultury wydarzeń kulturalnych. Stolica polskiego kryminału. Miejsce, w którym rozkwitał i wciąż rozkwita Lech Janerka z żoną Bożeną. (...) Ten Rynek jak szerokie stepy. Te ulice jak tętnice albo ostrowy burzanu, albo Ostrów Tumski. Ci ludzie stworzeni do kochania. Miasto miłości, miasto tysiąca i jeden drobiazgów i mostów, miasto zapomnienia" - to Grin, Grzegorzewska i Świetlicki w opowiadaniu "Sample". Jak przystało na tę trójkę, tworzą oni historię nieco kryminalną o poszukiwaniach pewnej kobiety. Zleceniodawcą jest mistrz, poszukują Dobrowolska i Dyduch - zestaw dobrze znany z poprzednich wspólnych i osobnych literackich dokonań tych autorów. Z ich opisem Wrocławia zgadzam się dogłębnie, bo chociaż podszyty dystansem, nutą prześmiewczą, to jednak za serce chwytający. Nawet ich charakterystyka wrocławskich taksówkarzy odpowiada przedstawicielom tego zawodu, jakich i mnie przyszło spotkać w mieście nad Odrą.

Poza tą trójką pozostała dwunastka autorów równie zajmująco stara się w topografii miasta poruszać, opisywać, miłość tropić, znajdować i gubić. Już zawsze wychodząc ze swojej wrocławskiej miejscówki, będę się rozglądać w poszukiwaniu Piotra, bohatera opowiadania "Moon River" Krzysztofa Vargi. "Chodziłem oczywiście w okolicach Rynku, tymi wszystkimi ulicami o średniowiecznych nazwach: Łaciarską, Kotlarską, Nożowniczą, Igielną, Rzeźniczą i Kiełbaśniczą, najczęściej jednak Więzienną" - wyznaje Piotr, pracownik korporacji, który do Wrocławia trafia w poszukiwaniu pracy. Tak się składa, że będąc we Wrocławiu, zawsze poruszam się tymi ulicami, a i fascynację ulicą Świętego Antoniego wypełnioną zakładami pogrzebowymi podzielam. Dzięki Wojciechowi Kuczokowi zaś na zakrystię katedry będę spoglądać badawczo, bo to w niej ten pisarz umieścił wydarzenia "Udręki i ekfrazy".

"Miłości we Wrocławiu" towarzyszyć winna mapa miasta, by ten, kto z nim nieobeznany, mógł przejść, nie gubiąc się śladem wszystkim bohaterów, zasiąść w opisywanych kawiarniach i lokalach, a nawet na odpowiedni, dworcowy peron trafić, aby pochylić się nad tablicą Zbyszka Cybulskiego. (...)

Cała recenzja Beaty Kęczkowskiej w Gazecie Wyborczej Warszawa z 4.01.2011 lub tutaj