Koniec świata w Bronowicach

Kreuje się na stereotypową blondynkę, która uwielbia wszelkie formy kiczu, obciachu, trywialności. Ale jej nowa powieść to rzecz poważna, bolesna.

O "Grobie" Gai Grzegorzewskiej Piotr Bratkowski pisze tak: (...) Dziecko popkultury Grzegorzewska jest trochę od innej małpy. Podobnie jak inni, nieco od niej starsi laureaci nagród za powieści kryminalne z ostatnich lat: Zygmunt Miłoszewski i Joanna Jodełka. Nie o metrykę tu chodzi, ale o to, że nic nie wskazuje, by ci pisarze odczuwali nostalgię za literaturą wysoką. Gaja wielokrotnie opowiadała, że kiedy jeszcze w szkole podstawowej poczuła wenę twórczą, spod jej ręki od razu zaczęły wychodzić krwawe komiksy. Owszem, ukończyła filmoznawstwo na szacownym UJ, ale za temat pracy magisterskiej obrała głośny serial „Seks w wielkim mieście". A zadebiutowała od razu kryminałem „Żniwiarz" (2006). Z premedytacją też buduje - by tak rzec - aintelektualny wizerunek. Na Facebooku opowiada z detalami o sraczce kota; o tym, że zaświniła kartoflami ze słoniną klawiaturę; że ma kaca; albo że nie chce przegapić kolejnego odcinka „Klanu". Innymi słowy: kreuje się na stereotypową blondynkę, którą - jak w starej reklamie lalki Candy - „zawsze cieszy i przyjęcie, i bal", ale która uwielbia wszelkie formy kiczu, obciachu, trywialności. I choć jest oczywiste, że to wygłupy, niezwykle trudno się przez nie przebić, ot, choćby zagadać do Gai (nawet na Facebooku) w poważnej, fundamentalnej kwestii.

Cały artykuł w tygodniku Newsweek nr 2/13 07.01.2013