Coraz lepiej, coraz lepiej!

To najlepsza (do tej pory) powieść Gai Grzegorzewskiej. Czwarta odsłona cyklu o cynicznej detektywce Julii Dobrowolskiej jest najdojrzalsza, najstraszniejsza, a zarazem najzabawniejsza ze wszystkich dotychczas opublikowanych. To w niej krakowska pisarka wreszcie ujawnia historię przeszłości swojej bohaterki, tłumacząc, skąd na jej policzku pojawiła się blizna. Mroczna tajemnica Julii świetnie się zresztą zgrywa z tematem książki i prowadzonym przez nią śledztwem, które dotyczy wyjątkowo ohydnych, rodzinnych sekretów. Oto bowiem Dobrowolska natrafia na ślad nekrofilskiej afery. W międzyczasie z prośbą o pomoc przychodzi do niej mafiozo Waldemar Linder, który chce się przekonać, czy jego córka rzeczywiście zginęła śmiercią samobójczą. Umykająca przed zalotami zleceniodawcy Julia zadania się podejmuje, a prowadzone przez nią śledztwo oczywiście przecina się z tym, które prowadzi jej niespełniona miłość - inspektor Aaron Goldenthal. Grób czyta się świetnie nie tylko z powodu bardzo zręcznie poprowadzonej intrygi kryminalnej, ale również - a może przede wszystkim - z uwagi na główną bohaterkę, która rozkwita na naszych oczach, stając się coraz bardziej fascynującą, oraz fantastyczne, zabawne dialogi, jakich próżno szukać we współczesnej literaturze. Być może to wpływ krakowskiego filmoznawstwa, które skończyła autorka powieści, być może po prostu zamiłowania do kina (przede wszystkim tego podrzędnego, którą to pasję Grzegorzewska dzieli z Dobrowolska), w każdym razie kwestie, jakie padają z ust jej bohaterów, to filmowe „lines" - błyskotliwe, zapadające w pamięć, cięte riposty i złośliwości. Prawdziwa uczta dla czytelnika.

 Cała recenzja "Grobu" autorstwa Patrycji Pustkowiak w Lampie 2/2013