Relacja ze spotkania w Marcinem Świetlickim w Białymstoku ("Gazeta Wyborcza").

Marcin Świetlicki o nowym życiu, księgowych i kłopotach z nagrodami

Trochę nowe życie, nowy tryb, nowe mieszkanie, w którym numer domofonu to właśnie "jeden", trochę jakby znów mój debiut. Dlatego "Jeden" - o swojej najnowszej książce poetyckiej pod takim właśnie tytułem mówił w Białymstoku Marcin Świetlicki, poeta prozaik, wokalista zespołu "Świetliki".
Świetlicki przyjechał na Festiwal Literacki "Przeczytać Białystok", kończący się w niedzielę (9.06) w mieście. Na spotkanie przyszło kilkadziesiąt osób, które w sobotni wieczór wypełniły po brzegi ciasną salkę festiwalowego klubu w Teatrze Dramatycznym. Niektórzy już z najnowszym, długo oczekiwanym tomikiem w garści, który można było na miejscu kupić po promocyjnej cenie. Okładka jak na Świetlickiego - nietypowa, bo graficzna i bardzo kolorowa.

- Miałem już z niektórymi szereg awantur - że ta okładka jest taka właśnie. Po co? - pytano mnie - skoro poprzednie były czarno-białe? A tak jakoś - żartował Świetlicki. - Ta książka to właściwie jakby znowu mój debiut. To też pierwsza książka po wydanych dwa lata temu "Wierszach zebranych" - dla mnie samego to trochę początek nowego. "Jeden" to też jest numer mojego nowego mieszkania, choć tytuł w sumie powstał, zanim się tam sprowadziłem... A z mieszkaniem to też jest ciekawa sprawa: bo ja mieszkam na pierwszym piętrze, a pode mną, na parterze, jest mieszkanie numer 8. W tym nowym mieszkaniu, które nadal jest puste, popołudniami słyszałem jednostajny żeński głos, trochę płaczliwy. Co jest? - zastanawiałem się. Ludzie, którzy mnie odwiedzali, też ten głos słyszeli. W końcu sprawa się wyjaśniła, gdy przyszły ciepłe dni, okna otwarte szeroko. Teraz słychać było wyraźnie: "Nóżka w prawo, nóżka w lewo". Nic metafizycznego w tym nie było, okazało się, że to zwykły aerobik...

Świetlicki mówił o pisaniu wierszy:

- Wiersze nie mogą wyłącznie powstawać w i o kosmosie. We mnie powstają na ulicach, którymi chodzę, to są często konkretne miejsca. Czasem się zainspiruję jakimś filmem, sytuacją. Dla przykładu - jeszcze całkiem niedawno, kiedy miałem już dość Krakowa i chciałem się przenieść do Wrocławia, i czasem tam jeździłem, przy wyjeździe z miasta mijałem słynny już motel Krak. On też znalazł się w moim wierszu, mówiącym o tamtych emocjach właśnie.

Całość dostępna online.