Opluty
Omówienie "Jeden" w Rzeczpospolitej Plus Minus

A sam Świetlicki? Nie zapił się do szczętu jak Grochowiak, na so-lecie wydano mu opasłą księgę zebranych wierszy i taką samą prozy. Teraz dostaliśmy jeszcze „Jednego", w którym czytamy: „I już nie ma dziewczyny. /1 już nie ma psa. / Jest piąta rano, lipiec. / Stoi przed lustrem. Widzi / całą łazienkę. Nie siebie. / Siebie już nie ma w tym". („Proste"). Poszedł dalej? Prawdopodobnie. Jeszcze jęczy, jeszcze kwiczy: „[...] Umarł motel Krak, / więc wszystkie wartości / poszły się jebać. Dałem temu miastu / tak wiele, ale ono nie chce /już pomocy ode mnie [...]" („Gotham"), ale w nowej książce Świetlickiego dużo jest intensywnego przeżywania ułamków szczęścia niesionych przez strumień życia, dużo kontemplacji, w tym cichej radości, na przykład z tego, że obraz lśniących od deszczu nóg kobiety może powstrzymać napierający zewsząd absurd. Bo przecież: „Dziś się wydarzy. Oby nie złe. Oby / nie ostateczne. Liter przypadkowy / ciąg mi niejasno wieszczy. Oby obce miasto / dziś się kochało ze mną i było lojalne" („21 lipca"). Najnowszy tom Świetlickiego jest zaprzeczeniem prowokacji umieszczonej na IV stronie okładki: „Co to za poezja, / która nie ocala / ani człowieka, / ani robala". Jest ocalenie w wierszu, jest życie wierszem, zwyczajne, bez patosu i robienia min, z upadkami, z beznadziejnymi porankami, które jednak nie są w stanie odwieść od pewności, że we śnie istnieje miejsce, dzięki któremu można pisać wiersze.

Całą recenzję Wojciecha Chmielewskiego można przeczytać w Rzeczpospolitej Plus Minus z 29 czerwca 2013