"Gość Niedzielny"
Recenzja "Delty Dietla" Marcina Świetlickiego

Bohater 55 nowych wierszy Marcina Świetlickiego żyje tu - w Polsce, w Krakowie, przy ulicy Dietla, gdzie spaceruje z psem. Lecz tomik otwiera wyznanie: „nie stąd jestem". I zapowiada wyczulenie na ludzką obłudę, tanią modę, tyranię politycznej poprawności. Czy ktoś jeszcze dostrzega, że „nad miastem ogromnieje/ przerażający grzmotyl" („Grzmoty!")? Opinie pań z telewizji, które stwierdzają, że poeta „jest passę", ten kwituje nie bez ironii: „Czas przestań. Czas pozostań. Czas przystań. (...) przypaść/ do podziemnego źródła z wywalonym językiem" („Czastuszki"). To właśnie język jest najmocniejszą stroną Delty Dietla. Gęsto ścielą się powtórzenia, szyk przestawny, neologizmy, zabawy słowne. Słowa potykają się o siebie, przenikają się, wychodzą jedne z drugich, ewoluują. „Zadanie zdań, ono istnieje jedynie" („Zadanie zdań") - stwierdza Świetlicki. A są tu zdania olśniewające.

Piotr Sacha ("Gość Niedzielny" 15.11.2015)