Każda władza jest śmieszna
ROBERT SANKOWSKI: Co to, panie Marcinie, tak na wspomnienia naszło?

MARCIN ŚWIETLICKI: Nie chciałbym takiej sytuacji, że umieram, a tu nagle już bez mojej wiedzy i kontroli pojawia się masa reedycji moich nagrań. I na dodatek kto inny na tym zarabia. Więc nie dość, że w tym roku ukazały się wszystkie moje teks ty piosenek w książce „Zło, te przebój e" i wydałem zbiór moich kolaboracji z różnymi muzykami na płycie również tak zatytułowanej, tojeszcze z okazji 20-le- cia pierwszej płyty Świetlików wychodzi jej reedycja. Będzie winyl, będzie podwójne wydanie kompaktowe, na którym znajdą się dodatkowo legendarne nagrania demo, o dwa lata wcześniejsze od samej płyty, dokonane w Radiu Kraków. Ci, którzy dobrze znają nasz debiut, zadziwią się tymi wersjami. A mówiąc poważnie - to wcale nie umieram, kiedyś po prostu trzeba było pewne rzeczy uporządkować. Od dawna nosiłem się z pomysłem wydania drukiem wszystkich tekstów. Tak samo zamierzałem też złożyć razem piosenki ponagrywane z różnymi innymi niż Świetliki zespołami. Do tej pory to wszystko było gdzieś rozrzucone. Postanowiłem poświęcić ten rok na generalne porządki. Ale żeby nie było, że wyłącznie wspominam, napisałem też zupełnie nową książkę „Delta Dietla". Teraz zresztą, skoro wyjechałem na chwilę do Warszawy, moja narzeczona zabrała się właśnie do porządków w szafie. Co prawda zajmuję w tej szafie tylko dwie półeczki, ale i tak zrobi w nich przegląd, bo wie, że jest tam mnóstwo rzeczy, które nie są mi potrzebne. Na szczęście obiecała, że ich nie wyrzuci, tylko odłoży na bok, żebym sam zdecydował. No i zaskoczenia w takich sytuacjach są zawsze. Weźmy koncertowe nagrania z zespołem Czarne Ciasteczka. Na płytę trafiły dwa numery z występu w krakowskiej Alchemii. Zachwyciłem się ich jakością i brawurą. Na przykład w piosence „79" Grześ Dyduch gra na zupełnie rozstrojonej gitarze. Ale sobie radzi. To zupełnie przeurocze nagrania. Natomiast gdy spisywałem teksty do piosenek, to zaskoczenia były na minus. Z kilku wręcz zrezygnowałem. Nagrałem w roku 2006 numer „Płyniemy" z zespołem Duberman. Wróciłem teraz do tego tekstu i przeszło po mnie mrowie. Wymruczałem tam, że kończy się wszystko, kończy się prezydent, kończy się żona prezydenta. W 2006! Ponure proroctwo. Dlatego tego tekstu teraz w książce nie umieściłem. Nie umieściłem też kilku innych piosenek, które dziś wydały mi się nieciekawe i błahe.

Wiele miało swój początek w wierszach.

- I spisując je teraz, wielokrotnie miałem okazję się przekonać, jak bardzo się od tych wierszy różnią. Oraz jak dziwnych zabiegów w nich użyłem. To oczywiście efekt tego, że na ogół to muzyka wymuszajakieś zmiany. W dodatku nie jestem jakimś mentalnym onanistą, nie noszę ze sobą własnych książek, na próbach starałem się już napisane wiersze odtwarzać z pamięci. Tak było z piosenką „Pinokio" z płyty „Sromota" - wiersz z książki „Jeden", który nawet nie nazywał się „Pinokio", jest zupełnie czymś innym. Starałem się odtworzyć, o czym tam napisałem, więc wyszedłjak wyszedł. Coś tam sobie kombinuję na bazie tego, co napisałem, i tak powstają piosenki.

Takie dzieła zebrane to okazja do ocen dorobku. Co myślisz teraz o tych muzycznych eskapadach?

- To są dziwne rzeczy. Jak płyta „Czołgaj się" nagrana z Cezarym Ostrowskim. Widać to zwłaszcza w zapisie. Te piosenki były w całości improwizowane. Stałem przy mikrofonie w mieszkaniu Ostrowskiego i improwizowałem. Ciekawe doświadczenie. Podobnie utwór „Nie idź do pracy" z zespołem The Users. Powiedzieli mi: „Mów coś", to mówiłem.

Cała rozmowa Roberta Sankowskiego z Marcinem Świetlickim w "Gazecie Wyborczej" z 13.11.2015 lub online .