Pasewicz i Świetlicki

Najlepsza poezja 2015 roku. Dziś wielkich poetów już nie ma? Są. Tylko że czytelnicy zmaleli - pisze Piotr Śliwiński w "Gazecie Wyborczej".

(...) Czytać Edwarda Pasewicza, gdyż jego książka pod przepięknym tytułem "Och, Mitochondria" w całości jest bardzo piękna. Jego wiersze, jak zwykle melodyjne, zrodzone z niezwykłego słuchu, zwracają się w stronę ciała, rejestrują jego odgłosy, szmery, poruszenia znaczeń.

Tak właśnie - ciało gada i pisze, poezja to być może oddawanie mu głosu, tworzenie wiersza jest zaś tylko redakcją somantycznych przekazów: "Kiedy leżę obok ciebie i widzę,/ jak w najdrobniejszych komórkach/ z lepkich nici powstają litery/ i przychodzą do mnie, mieszają się ze mną i z zarysu/ opowieści rodzi się coś naszego:/ jest trochę łatwiej łapać powietrze/ i łatwiej jest leżeć obok ciebie./ Wtuleni jesteśmy w to zapisywanie".

Czytać - jeszcze więcej, bo akurat jego wiersze czyta się prawie masowo - Marcina Świetlickiego, ponieważ "Delta Dietla" to jeszcze jeden, tym razem dłuższy krok ku nieśmiertelności (w podręcznikach do historii literatury). Mówiąc serio, tomu, który byłby tak przemyślany i precyzyjny, a jednocześnie swobodny, figlarny i niezobowiązujący, nie mieliśmy już dawno. Na strunach egzystencjalnych, erotycznych, patriotycznych, metafizycznych Świetlicki wygrywa melodię porywającą, uwodzi, niczym żona Putyfara, a zarazem gmatwa swój własny urok, opierając się łatwości, z jaką budzi podziw - niczym biblijny Józef. 

Cały tekst w "Gazecie Wyborczej" z 27 grudnia 2015 lub http://wyborcza.pl/1,75475,19398812,najlepsza-poezja-2015-roku-dzis-wielkich-poetow-juz-nie-ma.html