Zmyślone kroniki wymyślnych wrocławskich zbrodni

Wrocław. Jedno z tych miast, którym niemiecka nazwa dodaje klimatu zamiast odstraszać. Miasto mostów, które przyciągają spragnionych wrażeń turystów. Miasto, w którego zaułkach skrywają się okrutni złoczyńcy i niczego niepodejrzewające ofiary. Miasto, w którym intryga goni intrygę, a własna żona potrafi wbić nóż w plecy, uprzednio rzucając męża w ramiona ustawionej kochanki. „Czas zbrodni” pokazuje różne motywy przestępstw – od tych najbanalniejszych po śmiertelnie poważne. Kara goni zbrodnię, a czasem zbrodnia jest niewystarczającą karą. W końcu człowiek człowiekowi wilkiem.

Jednym z opowiadań, które przykuło moją uwagę, była „Śmierć w Wigilię” Szymona Skrzecza. Sprawnie skonstruowana fabuła, z odpowiednim zwrotem akcji i momentem kulminacyjnym, a do tego nietuzinkowość opisanej sytuacji sprawiły, że najlepiej je zapamiętałam. „Zaciemnienie inżyniera Ścierniaka” autorstwa Karola Szupryczyńskiego i jego kradzież prądu rozbroiły mnie zupełnie – stylistyka opowiadania oraz kreacja bohaterów wypadły tam naprawdę pozytywnie. Podobnie zadziałało humorystyczne podejście do zbrodni Roberta Małeckiego w „Rozczarowałaś mnie Christine”, łączące jednocześnie motyw zdrady i siły nienawiści skrzywdzonej kobiety. Nie do końca przemówiło do mnie natomiast „Upokorzenie” Julii Łapińskiej, bo jakoś połączenie katolickiej szkoły z transseksualnym nauczycielem nie wyszło tutaj zbyt przekonująco, a zbrodnia wydała się sztucznie wkomponowana w całość.

Całą recenzję "Czasu zbrodni" autorstwa Marty Zagrajek można przeczytać tutaj.