Odcięcie - Aforyzmy Kafki
Grzegorz Jankowicz / Tygodnik Powszechny



Roberto Calasso porównuje aforyzmy Kafki do odłamków meteorytu spadających na gorący piasek pustyni.
 
Aforyzmy z Zürau” to w pisarstwie Kafki dzieło, którego wyjątkowość polega m. in. na specyficznej formie zapisu, którą pisarz posłużył się tylko raz.

103 karteczki

Autor „Procesu” pisał zazwyczaj w szkolnych zeszytach, wypełniając szczelnie ich stronice. Rzadko zaznaczał przejścia między akapitami, nie dbał o chronologię poszczególnych fragmentów, czasem zarzucał jakiś wątek, by powrócić do niego po kilkunastu stronach. Jego powieści, przypowieści i notatki znamy w układzie zaproponowanym przez Maksa Broda, od którego pochodzi także większość tytułów i śródtytułów. Aforyzmy ukazały się po raz pierwszy w 1953 r. obok innych utworów nieopublikowanych za życia Kafki. Brod nadał im pompatyczny i w swojej solenności całkowicie mylący tytuł: „Rozważania o grzechu, cierpieniu, nadziei i słusznej drodze”. Zignorował także porządek, jaki pisarz nadał swoim fragmentom, drukując je jeden pod drugim na niespełna dwudziestu stronach.

Wszelako w przypadku aforyzmów Kafka zachował niezwykłą pedanterię. Notował je najpierw w swoich zeszytach obok innych tekstów, a następnie przepisał na 103 niewielkich karteczkach, nadając niemal każdemu z nich osobny numer (łącznie 109 fragmentów; na niektórych kartkach znajdują się po dwa aforyzmy; niekiedy Kafka - z nieznanych powodów - stosuje podwójną numerację.

Pod koniec lat 90. ubiegłego wieku Roberto Calasso zbierał materiały do swojej książki pt. „K.” o życiu i twórczości praskiego autora. W bibliotece Oxfordu wpadła mu w ręce teczka z aforyzmami, które postanowił przełożyć na włoski i wydać w oryginalnym układzie. Tak właśnie powstał tomik „Aforyzmy z Zürau”, który wywołał ogromne zainteresowanie czytelników i równie duże wzburzenie wśród kafkologów. Ci ostatni nie mogli wybaczyć Calasso, że w pewnym sensie zawłaszczył dzieło Kafki. Włoski pisarz tak subtelnie zredagował krótki wstęp do aforyzmów, by czytelnik niezaznajomiony z pisarstwem autora „Procesu” odniósł wrażenie, że owe teksty zostały dopiero co odkryte. Oczywiście nic takiego nie miało miejsca. Po prostu nikomu wcześniej nie przyszło do głowy, żeby fragmenty Kafki opublikować w oryginalnej formie.

Wspominam o tym dlatego, że kwestia zapisu wydaje mi się niezwykle ważna dla zrozumienia celu, jaki przyświecał Kafce przy komponowaniu tego niewielkiego zbioru. Calasso nie wyjaśnia powyższej kwestii. Sugeruje jedynie – najpewniej niesłusznie – że choć Kafka w żadnym miejscu ani bezpośrednio, ani pośrednio nie wspomina o istnieniu aforyzmów, można założyć, że chciał opublikować je właśnie w takiej postaci. Wydaje mi się, że sprawa publikacji aforyzmów była ostatnią rzeczą, o jakiej autor „Zamku” myślał. Zdecydowanie więcej miejsca w jego rozważaniach zajmowała niedawno zdiagnozowana choroba. Żeby zrozumieć powody, dla których Kafka zdecydował się wynotować tych 109 fragmentów, trzeba przywołać kontekst, w jakim powstały.

Mózg i płuco

Wszystko zaczęło się 9 sierpnia 1917 r. od krwotoku płucnego. Jak pisał miesiąc później do Felicji Bauer, pojawienie się krwi nie zdziwiło go wcale, bo od wielu lat przywabiał jakąś wielką chorobę. Zaskoczyła i przeraziła go świadomość tego, co poprzedziło gruźlicę. „Było tak – wyznał po latach Milenie Jesenskiej – że mózg nie mógł już znieść nałożonych mu trosk i boleści. (...) Wtedy zgłosiło się płuco, nie miało chyba zbyt wiele do stracenia. Pertraktacje między mózgiem a płucem, które toczyły się poza moją świadomością, musiały być straszliwe”. Ciało przyszło z pomocą udręczonemu wieloletnim napięciem umysłowi. W liście do Kurta Wolffa, swojego wydawcy, Kafka napisał, że była „to prawie ulga”.

Rzeczywiście przez pierwsze dni po pojawieniu się symptomów choroby pisarza nie opuszczał euforyczny nastrój. Wreszcie przestały męczyć go uciążliwe migreny i bezsenność. Poza tym choroba okazała się wybawieniem od wszystkich zobowiązań – biurowych, małżeńskich i domowych – które dręczyły go od dawna. Była wystarczającym powodem, by ostatecznie zakończyć związek z Felicją Bauer (z którą wcześniej dwukrotnie zrywał i odnawiał zaręczyny). Kafka po raz pierwszy w życiu wziął urlop z Zakładu Ubezpieczeń Robotników od Wypadków przy Pracy i wyjechał do Zürau (Siřem), małej miejscowości w północno-zachodnich Czechach, gdzie od kilku miesięcy mieszkała jego siostra Ottla. Klaus Wagenbach sugeruje, że Kafka niejako wymusił wybuch gruźlicy (podręczniki medycyny znają takie przypadki), żeby uwolnić się od zobowiązań i uciążliwych relacji, żeby odciąć się od przeszłego życia, którego już nie mógł znieść. Trzy dni po przyjeździe do Zürau, 15 września, zanotował takie oto słowa: „Masz przed sobą możliwość – o ile możliwość ta w ogóle istnieje – rozpoczęcia czegoś. Nie zmarnuj jej. Nie zdołasz uniknąć brudu, który wydzieli się z Ciebie, skoro raz zechcesz się wedrzeć. Nie tarzaj się jednak w tym. Skoro rana w płucach jest, jak twierdzisz, tylko symbolem rany, której stan zapalny nazywa się F., a której głębokość nazywa się usprawiedliwieniem, wówczas także i rady lekarza (światło, powietrze, słońce i spokój) są symbolem. Imaj się tego symbolu”.

Wyjazd do Zürau okazał się przełomowy także pod względem pisarskim. Na początku Kafka chciał podrzeć wszystkie swoje teksty. Ogarnęło go uczucie niemocy. 25 września napisał w „Dzienniku”: „Przelotne zadowolenie mogą mi jeszcze dać prace takie jak »Lekarz wiejski«, przyjąwszy, że mi się uda jeszcze coś w tym rodzaju (bardzo nieprawdopodobne). Szczęścia jednak doznam tylko wtedy, gdy będę mógł podnieść świat na wyżyny czystości, prawdy, niezmienności”. Podczas pobytu na wsi nie powstały żadne większe utwory narracyjne. Kafka dużo czytał (św. Augustyna, Kierkegaarda, Schopenhauera i Tołstoja). Napisał jedynie kilka krótkich przypowieści, do listopada prowadził dziennik (by następnie zarzucić jego pisanie do czerwca 1919 r.) i gromadził notatki w zeszytach, z których potem wyłuskał aforyzmy. Z całej mocy starał się podążać za symbolami podsuniętymi przez lekarza, zaprowadzić w swoim życiu gruntowne zmiany. Zdawało mu się, że choroba otwiera przed nim nowe możliwości – jest być może ostatnią szansą dla udręczonej duszy. Bardzo szybko jednak powróciły wątpliwości.

Granica

Zaproponowany przez Broda tytuł jest mylący dlatego, że aforyzmy Kafki w żadnym razie nie układają się w refleksję nad słuszną drogą życia. Kafka bardzo dużo mówi o grzechu i cierpieniu, ale nigdzie nie pokazuje drogi wyjścia z impasu egzystencjalnego. Wyjątkiem jest jeden z pierwszych fragmentów (13.). Mowa w nim o łaknieniu śmierci, które jest pierwszą oznaką zrozumienia beznadziejnej sytuacji, w jakiej się znajdujemy. „Tego życia – pisze Kafka – już się dłużej znosić nie da, zaś inne życie nie jest możliwe”.

Pragnienie śmierci to w rzeczywistości prośba o przeniesienie ze starej i znienawidzonej celi do celi nowej, którą dopiero znienawidzimy. „Ale także resztki wiary biorą w tym udział, bowiem może się zdarzyć, że podczas transportu, przypadkowo, przejdzie przez korytarz Pan, spojrzy na więźnia i powie: »Nie zamykajcie go więcej; ten pójdzie do mnie«”. To jedyny aforyzm, w którym autor „Ameryki” z wielką ostrożnością wyraża nadzieję na zbawienie. Ale wątek ten zaczyna się i kończy w tym właśnie miejscu.

Kafka z wolna uświadamia sobie, że żadnej możliwości nie ma, że życie na wsi nie ukoi jego bólu, nie zasklepi rany, nie zszyje rozoranego dna jego istoty. Po 8 miesiącach wróci do Pragi i założy na szyję ten sam łańcuch, który – z pomocą choroby – próbował zerwać. Zapiski z Zürau są powolnym dochodzeniem do świadomości, że zmiana jest niemożliwa. We fragmencie 6. Kafka pisze, że „każdy przełomowy moment w rozwoju rodzaju ludzkiego cechuje ciągłość. Dlatego silnie naznaczone duchowością ruchy rewolucyjne są jak najbardziej uprawnione – uznając wszystko, co je poprzedza, za niebyłe, potwierdzają, że nic się jeszcze wydarzyć nie zdążyło”. Ciągłość i brak wydarzenia – oto dwie strony Kafkowskiego doświadczenia pisarskiego i egzystencjalnego. Aforyzm 43 wyraża to przekonanie z jeszcze większą bezwzględnością: „Myśliwskie psy igrają na podwórzu, ale zwierzę, które gna ze swobodą przez las, nie wyrwie się im z potrzasku”.

Chwilowa ulga, którą przynosi Zürau (ulga, do której Kafka będzie powracał we wspomnieniach, czyniąc z tych ośmiu miesięcy swój prywatny archetyp szczęścia), jest w ostatecznym rozrachunku złudna. Fragment 6. opowiada o dwóch łańcuchach, którymi spętany jest człowiek: łańcuchu ziemskim i niebiańskim. Zawieszony pomiędzy dwoma sferami nie może wykonać żadnego ruchu. Nie może zanurzyć się ani w ziemskiej cielesności, ani też przejść na stronę ducha, wyrwać się poza granice ziemi. W innym miejscu Kafka powiada: „Od pewnego punktu nie ma odwrotu. Ten punkt należy osiągnąć”. Należy osiągnąć punkt, który oddziela możliwość od konieczności, trzeba dążyć do bezwyjściowości, do sytuacji, w której wszystkie możliwości, otwierające wrota innego losu, zostaną zamknięte. Tytuł zaproponowany przez Broda jest całkowicie chybiony, chyba że „słuszną drogę” potraktujemy ironicznie – jako drogę prowadzącą do tego przerażającego impasu.

Tytuł Calasso jest znacznie celniejszy, choć zapiski Kafki tylko w niewielkim stopniu spełniają wymogi gatunkowe aforyzmu. Nie są to ani myśli w znaczeniu, jakie tej kategorii nadał Pascal. Próżno szukać powinowactw między Kafką i La Rochefoucauldem czy Chamfortem. Wydaje się, że klasyczny aforyzm, czyli zwięzłe sformułowanie jakiejś prawdy o charakterze filozoficznym, nie przedstawia dla autora „Procesu” żadnej wartości pisarskiej.

Słowo „aforyzm” okaże się adekwatne dopiero wtedy, gdy weźmiemy pod uwagę jego źródłosłów. W eseju „Niewczesne aforyzmy” Jacques Derrida przywołuje etymologię tytułowego pojęcia. Znaczenie greckiego apohoriz? wskazuje na podział, odgraniczenie, odcięcie, granicę, która dzieli i zamyka, kładzie kres, wyznacza ostateczny punkt. Aforyzm jest dyskursem rozdzielenia, którego każde zdanie ślubuje odosobnienie, zamyka się w sobie, zwija się w samotności własnego trwania. Etymologiczny sens aforyzmu opisuje nie tylko charakter notatek, które Kafka sporządza w Zürau, ale przede wszystkim sytuację, w jakiej się znalazł.

Zgubione klucze

Odcięcie dawnego życia miało być wyzwoleniem (stąd początkowa euforia), ale ostatecznie uświadomiło Kafce to, co od zawsze wiedział – że od samego początku „zwija się w samotności własnego trwania”. We fragmencie 94. czytamy: „Dwa zadania na początek życia: zacieśniaj wytrwale okrąg wokół siebie, i ciągle sprawdzaj, czy nie ukrywasz się gdzieś poza nim” [przekład zmieniony]. Jeżeli – jak powiada Derrida – każdy aforyzm ślubuje własną odrębność, to analogicznie Kafkowski podmiot rozpada się na kawałki, które przyrzekają sobie samotność. Logika tego podmiotu, tak jak logika aforyzmu, nie pozwala mu dzielić czasu i miejsca ani ze sobą, bo ciągle grozi mu rozpad, ani z innymi, bo ich obecność jest nie do zniesienia (19 września pisze w „Dzienniku” o spotkaniu z wieśniakami, Schafferem H. i panną Marzenką: „Właściwie bywam w obliczu tych dwojga zakłopotany niby przed bydlętami w owczarni, kiedy woła się je w jakimś celu, one zaś – o dziwo – słuchają. Przypadek ten jest tu tylko dlatego uciążliwszy, że chwilami – jakże często – zwierzęta wydają się przystępne i całkiem rozumne”). Aforyzm – jak powiadał Kierkegaard cytowany przez Calasso – jest „istnieniem oddzielnym”. Człowiek Kafki jest istnieniem oddzielonym, bytem nieskończenie wybrakowanym wobec samego siebie, pozbawionym esencji.

Calasso w pewnym momencie porównuje aforyzmy Kafki do odłamków meteorytu spadających na gorący piasek pustyni. Ten kapitalny obraz bardzo dobrze ilustruje sytuację oddzielenia. Błyskające meteoryty spadają z kosmosu, czyli znikąd, i trafiają na pustynię, czyli donikąd. Calasso próbuje owe meteoryty uporządkować według klucza teologicznego, sugerując, że „Aforyzmy z Zürau” są dziełem, „w którym pisarz podjął otwarcie tematy teologiczne. Jeśli istnieje jakaś teologia Kafki, to te aforyzmy stanowi[ą] jedyne miejsce, gdzie sam Kafka bliski [jest] jej uchwycenia”. Trudno zgodzić się z powyższym stwierdzeniem, zwłaszcza gdy mamy w pamięci to, co na temat teologicznego wymiaru Kafkowskiego pisarstwa mieli do powiedzenia już w latach 30. Gershom Scholem i Walter Benjamin. Aforyzmy nie są ani jedynym, ani nawet najważniejszym tekstem praskiego pisarza, w którym wątki teologiczne dochodzą do głosu.

Zatrzymajmy się na chwilę przy słynnej dyskusji Scholema i Benjamina. Gershom Scholem był przekonany, że aby zrozumieć dziś kabałę, należy czytać utwory Kafki, a w szczególności „Proces”. Dostrzegł w jego dziele doskonały obraz kryzysu kabalistycznej teologii, kryzysu tradycji, objawiającego się – jak pisze Adam Lipszyc – „naszą niemożnością przeniknięcia tajemnicy, a przez to i nadania naszemu życiu spójności, sklejenia kawałków w jedną spójną całość”. Uważał, że dzieło praskiego pisarza reprezentuje decydujący, graniczny moment w tradycji żydowskiej – stan, w którym Boże objawienie nadal istnieje, ale nie możemy go zrozumieć, obowiązuje, ale nic nie znaczy. Nicość objawienia skazuje nas na wieczne oddzielenie – człowiek jest odcięty od samego siebie, od innych i od Boga. Nie mamy klucza, za pomocą którego moglibyśmy zrozumieć słowa Pisma. Zniekształcone życie to życie bez dostępu do Pisma.

Benjamin odpowiadał Scholemowi, że nie ma znaczenia fakt, czy zgubiliśmy jedynie klucze do Pisma, czy też samo Pismo. Najistotniejszy bowiem jest paradoksalny ruch przemiany życia w Pismo. Człowiek Kafki nie potrafi zrozumieć objawienia, rozpada się w obliczu jego pustego blasku, ale może przynajmniej przekształcić swoje życie w opowieść, może opowiedzieć sobie własną historię, objąć rozrzucone kawałki fabularną klamrą. Jaki jest efekt tego gestu? Zaledwie chwilowe pocieszenie, moment zadowolenia, które odczuwamy, kiedy na horyzoncie zamajaczy choćby najbardziej iluzoryczna całość.

Wydaje mi się, że właśnie w tym kontekście można zrozumieć gest, jaki Kafka wykonał w Zürau, umieszczając fragmenty swoich tekstów na osobnych karteczkach. Złudne wrażenie spójności, które daje opowieść, pojawiło się na samym początku choroby i w pierwszych tygodniach pobytu na wsi. To możliwość, o której pisał z nadzieją 15 września. Ale rychło okazało się, że narracja pęka w szwach, zespolone na chwilę elementy powracają do przyrzeczonej sobie samotności.

Kafka tnie na cztery części arkusze papieru listowego (zapewne tego samego, na którym pisał wyjaśniające i spójne listy do Felicji i przyjaciół), a następnie wydłubuje z zeszytów pojedyncze fragmenty, inscenizując w ten sposób definitywne odcięcie, ostateczny rozpad, którego już nic nie powstrzyma. W książce „Nieskończona rozmowa” Maurice Blanchot przywołuje paradoksalne zdanie Roberta Antelme’a, które idealnie pasuje do Kafki: „Człowiek jest bytem niezniszczalnym, który można niszczyć w nieskończoność”. Skoro można go niszczyć raz za razem, to znaczy, że nie istnieje żadna esencja człowieczeństwa. W samym środku jest pustka, „niezniszczalne” puste miejsce. Człowiek jest nieskończenie podzielony, ale jeśli można go nieskończenie dzielić, to znaczy, że po każdym odcięciu pozostaje jakaś resztka, jakiś odprysk, jakieś zdanie, aforyzm, kawałek spalonego meteorytu spadający na gorący piasek pustyni.