"Nowy nos, nowy nos!!!"
- skandowali przyjaciele Gai Grzegorzewskiej, gdy w sobotę wieczorem podczas organizowanego we Wrocławiu Międzynarodowego Festiwalu Kryminału, okazało się, że Nagroda Wielkiego Kalibru trafiła do krakowskiej pisarki

 

Zdziwionej publiczności, która myślała, że to jakiś makabryczny wątek z "Topielicy"- najlepszej powieści kryminalnej roku, ujawniono, że nieskrywaną przed światem tajemnicą jest marzenie autorki o zafundowaniu sobie… ładniejszego nosa.
- Często myślałam sobie, że będę jak Martin Scorsese i pod koniec życia napiszę jakiś słaby, dwudziesty kryminał, za który dostanę tę nagrodę. Jestem wzruszona i zaskoczona, że nowym nosem będę się cieszyć trochę dłużej - żartowała absolwenta filmoznawstwa na Uniwersytecie Jagiellońskim, miłośniczka capoeiry i autorka nagrodzonej powieści.

Janina Paradowska, publicystka "Polityki", jedyna kobieta w jury konkursu, ujawniła, że współczesna "Topielica" do końca walczyła o zwycięstwo z rozgrywającym się w czasach Juliusza Słowackiego "Julem" Pawła Goźlińskiego. - To było jak spór romantyków z pragmatykami z kryminałami w tle. Szkoda "Jula", ale wybraliśmy świetnie napisaną powieść współczesną, której bohaterką jest kobieta-detektyw. - Paradowska mówiła, że nie miało to nic wspólnego z parytetem, choć wiele wątków książki Grzego-rzewskiej wpisuje się w to, o czym obecnie debatują Polacy.

Przeczytaj całą relację Jacka Antczaka z Gazety Wrocławskiej tutaj