Lubię nawet niektórych morderców

Odbierając Grand Prix Międzynarodowego Festiwalu Kryminału, czyli Nagrodę Wielkiego Kalibru za powieść "Topielica", powiedziała Pani...

- Ojej, teraz pewnie będę musiała od tego zaczynać każdy wywiad (śmiech). To brzmiało chyba tak: "liczyłam, że może dostanę jakąś nagrodę pod koniec życia, jak Martin Scorsese, jednak w tej sytuacji będę mogła dłużej cieszyć się nowym nosem".

- To było na poważnie?!

- Jak najbardziej!

- Czyli wiem, co zrobi Pani z pieniędzmi, a przynajmniej ich częścią. W "Topielicy", wydanej przez krakowską oficynę EMG, porzuciła Pani swój Kraków dla - nie swoich, jak mniemam - Mazur. To była jednorazowa wycieczka?

- Zawsze inspirują mnie miejsca, które odwiedzam. Byłam kiedyś na rejsie na Mazurach i pomyślałam, że to doskonała przestrzeń, by popełnić zbrodnię. Pojawiają się tu moje ulubione zamknięte przestrzenie, które zawsze chętnie wykorzystuję - w tym wypadku była to łódka.

- W czasie pisania "Topielicy" miała Pani w głowie "Nóż w wodzie" Romana Polańskiego?

- Tak, choć nie była to pierwszoplanowa inspiracja. Moja bohaterka na Mazury na razie jednak nie wróci. Następna książka, którą właśnie kończę, rozgrywa się znów w Krakowie. Będzie to opowieść o nekrofilu. Zaczyna się od tego, że Julia Dobrowolska wpada do świeżo rozkopanego grobu, a poza tym rozwiązuje zagadkę samobójstwa córki pewnego mafiosa.

Przeczytaj całą rozmowę w Dzienniku Polskim z 1.12.2011 lub tutaj