Najemni rycerze miłości do Wrocławia

(...) Już sam spis treści wrocławskiej antologii wygląda jak ekstrakt list laureatów i nominowanych do najważniejszych polskich nagród literackich, i z głównego nurtu, i nagród gatunkowych, na przykład SF i fantasy. Układ jest alfabetyczny, począwszy od gdańszczanina Stefana Chwina po wrocławianina, fantastę Andrzeja Ziemiańskiego, a między nimi m.in. Kinga Iwasiów, Ignacy Karpowicz, Wojciech Kuczok, Łukasz Orbitowski, Edward Pasewicz, Andrzej Pilipiuk, Marcin Świetlicki (z towarzyszeniem Gai Grzegorzewskiej i Irka Grina), Krzysztof Varga... Tak różni autorzy byli gwarancją wielobarwności książki, gwarancją potwierdzoną. Tematyczne warunki do spełnienia przez pisarzy nie były skomplikowane - opowiedzieć historię miłosną z Wrocławiem w tle. Wolność w tym przypadku oznaczała dużą dowolność, od romansowej historii „Poczta listów miłosnych" Chwina po mroczną i ociekającą krwią „Oddaną" Orbitowskiego. Są opowiadania bolesne, napisane przez najmłodsze w stawce autorki - „Stacz" jedynej w tym gronie debiutantki, Joanny Pachli, i „Tzw. miłość" Marty Syrwid, jest gejowski dramat „Krzyki" Pasewicza, ale i ewidentnie checowne „Udręka i ekfraza" Kuczoka czy „Sample" z zapadającą w pamięć, genialną wręcz frazą („...muszę iść się odlać z brązu. W cieniu wiązów. La, la, la") tria Świetlicki/ Grzegorzewska/Grin. Są historie kryminalne lub sensacyjne, jak „Samobójstwo na Maślicach" Pilipiuka i „Siedem schodów" Ziemiańskiego, jest pastisz literatury „babskiej" - „359 przepisów. Jak zrobić z siebie idiotkę. Poradnik" Karpowicza. Najlepsze wydają się jednak trzy klasyczne formalnie i rzeczywiście miłosne opowiadania - „Boczny wątek" Iwasiów, „Zapach" Macieja Halickiego i „Moon River" Vargi - już dla nich samych warto sięgnąć po tę książkę. „Miłość we Wrocławiu" jest swego rodzaju promocyjnym produktem, ale trzeba przyznać, że zadbano o tego produktu jakość. Zadanie główne, czyli pokazanie Wrocławia jako miasta 'romantycznego, tajemniczego i sprzyjającego miłości i namiętności, zostało spełnione. W dodatku lwia część książki broni się i bez promocyjnego pretekstu.

Cała recenzja Tomasza Rozwadowskiego w Polska Dziennik Bałtycki z 11.01.2011