Żywot poety Świetlickiego

Paszportu Polityki nie przyjął, bo mu się nie chciało. Nie ma przyjaciół, nie był dobrym uczniem, studiów nie skończył. Mimo to Marcin Świetlicki jest jednym z najpopularniejszych poetów - pisze Maria Mazurek

Pan podobno nie lubi dziennikarzy, kobiet i ludzi młodych. I ludzi w ogóle... Co też pani opowiada. Ja po prostu nie mam przyjaciół.
Zastanawia mnie więc w jaki sposób Pan z ludźmi współpracuje, gra koncerty, a nawet pisze wspólnie książki. To nie ma nie do rzeczy. Kilka pozycji napisałem wspólnie z kolegą z zespołu, Grzegorzem Dyduchem. Inną z Gaja Grzegorzewską i Irkiem Grinem. Da się. Wygląda to tak na przykład: Dyduch dyktuje, ja spisuję. Jak podyktuje jakąś bzdurę, to ja protestuję i zamiast niej wpisuję swoją bzdurę.

Z tych „bzdur" da się wyżyć? Od kilku lat nie mam stałej pracy, więc musi się dać, choć kokosów się na tym nie zbija. Ale ja też nie mam wielkich potrzeb. Jak paliwo na przykład. Bo auta nie posiadam. Ubezpieczenia, komórki, mieszkania też.

 Przeczytaj całość w Gazecie Krakowskiej z 16.03.2012