Złote runo artystów

Edward Pasewicz w swojej najnowszej książce wyprawił się po złote runo artystów. Poetę uczynił na powrót tancerzem, śpiewakiem, aktorem i - oczywiście - melancholijnym kochankiem, świat zamienił w pulsujące rytmem urządzenie, w którym taniec, muzyka i słowa doprowadzają nas do granicy życia i śmierci. Brzmi to bardzo patetycznie i nieco artystowsko, ale nie tak to się przedstawia u Pasewicza. Jego wiersz patosu nie lubi: miejsca, do których poeta nas zabiera, to tancbudy, rzeźnie, ruiny budynków, przedziały pociągów. Przenosimy się też nieustannie z Poznania do Berlina, obcując z tymi miastami i ich widmową choreografią. Wraca w niej to, co - jak mówi sam poeta - „wyparte za jaźń". Nad światem muzyki, słów i tańca (liryczności, groteski, metafizyki i fizjologii) unoszą się tu bowiem duchy przeszłości niemieckiej - tej zmilitaryzowanej, faszystowskiej, jak i tej, która oparła się brunatnemu uwiedzeniu. Pasewicz wywołuje tę przeszłość, wprowadzając nazwiska dwóch niemieckich artystów: Bertolta Brechta oraz Kurta Tucholskiego.

Cała recenzja w Tygodniku Powszechnym Nr 21 (3279), 20 maja 2012