Drążyć i drażnić
Marcin Świetlicki powrócił z nowym tomikiem. Omówienie w "Gazecie Wyborczej. Kraków"

(...) Podoba mi się u Świetlickiego ironia, a jeszcze bardziej autoironia. Znaleźć ją można w tym i poprzednich tomach. Świetlicki, jak mało który polski poeta ma też odwagę poruszania spraw publicznych, podszczypywania bohaterów mediów. To cenny dar, nawet jeśli uznamy, że najbardziej udane w tym tomie są wiersze intymne, osobiste, o ojcu i wiersze miłosne. Okładkę tomu zdobi fotografia "Plant Dietlowskich" z lat 90. XIX wieku. Gdzieś w pobliżu Dietla poeta musi mieszkać i tam biorą zwykle swój początek spacery z czworonogiem opisane w cyklu wierszy o psie. Pisze Świetlicki: "Stoimy na mrozie,/ zajadle się odszczekujemy małym psom", w innym jak kredo zabrzmią słowa: "drążyć i drażnić".

Z kogo tym razem drwi poeta? Kogo chce podrażnić? Komu tym razem się dostaje? Krytykom: "Najpierw się pisze liryki i fraszki./Potem przychodzą Rusinki, Franaszki", "Dzień nieprzyjemny jest jak Kinga Dunin", wydawcom: "Poezję pozostawić urzędnikom chwackim z biur literackich" (kamyczek do ogródka Biura Literackiego), Grażynie Torbickiej: "Wyklęty w telewizji/przez Grażynę Torbicką/nie znajduję ukojenia, /już zmarnowane wszystko", dostaje się, a jakże, i Agorze - w wierszu "Gejskie granie": "kochaj ich żołnierzy wyklętych, browary, /Agory, banki i Off Festiwale, /asymiluj się".

Cały tekst Grzegorza Nurka ("Gazecie Wyborczej. Kraków" 2.11.2015) dostępny online